Przywykliśmy do już afer wokół antywolnościowych działań Sejmu i Rady Ministrów. Zdarzają się one w każdej kadencji. Trybunał Konstytucyjny przedstawiany jest zaś jako ostoja naszych praw, niezłomnie strzegąca wolności. A guzik. Właśnie zapadł w Trybunale skandaliczny wyrok, na mocy którego zawieszono podstawowe zasady prawa karnego – zakaz dwukrotnego karania za ten sam czyn i zakaz karania za czyn jeszcze niepopełniony. Teoretycznie wobec najgroźniejszych przestępców. W praktyce – ludzka wolność zależy już tylko od grupy psychiatrów. KOD milczy, pod pałacykiem Trybunału nie widzę manifestacji. Tak umiera wolność – nie z hukiem, a wśród szelestu kartek i stukotu trybunalskich pieczęci. 

W 2014 roku wyszedł na wolność Mariusz Trynkiewicz, morderca – pedofil, skazany za zgwałcenie i zamordowanie czterech chłopców. Znienawidzony „Szatan z Piotrkowa” posłużył jako uzasadnienie dla ustawy naruszającej elementarne normy postępowania karnego. Sejm poprzedniej kadencji przygotował prawo, pozwalające przetrzymywać pewną kategorię przestępców bez wyroku i bez czasowego ograniczenia. Trynkiewicz wolnością się nie nacieszył. Niemal natychmiast zamknięto go w specjalnym ośrodku w Gostyninie.

Powiecie – bardzo dobrze. Zwyrodnialcy niech siedzą w ciupie do końca swoich dni. Ale to nie takie proste. Los więźnia – któremu przysługują prawa człowieka takie same jak nam wszystkim – zależy teraz głównie od szefa więzienia. To on wnioskuje do sądu o ewentualne zatrzymanie skazanego w ośrodku. To ogromne pole do przekrętów i nadużyć. Więzienie to świat, w którym naczelnik jest półbogiem. O aresztowanych nikt się nie upomni. Pokazała to sprawa Trynkiewicza – dziwnym trafem w ostatnich dniach jego pobytu za kratami znaleziono w jego celi „materiały pornograficzne” i „szczątki ludzkie” (w rzeczywistości był to ząb).

W ustawie nie ma  kryteriów oceny zagrożenia stwarzanego przez przestępcę. Decydują biegli. Na jakiej podstawie mają ocenić, z jakim prawdopodobieństwem były skazany popełni przestępstwo w przyszłości? Co z fundamentami prawa karnego? Nie wolno karać dwukrotnie za ten sam czyn – „ustawa o bestiach” na to pozwala. Nie wolno karać za czyn niepopełniony – „ustawa o bestiach” to przewiduje. Nie wolno pozbawiać wolności na czas nieokreślony bez wyroku – takie rozwiązanie znajdziemy w „ustawie o bestiach”.

Nieważne, że dotyczy to osób, które w przeszłości popełniły okrutne czyny. Kara została orzeczona i wykonana. Prawa człowieka dotyczą każdego, choćby sam je bezwzględnie łamał. Za kraty trafić nietrudno. Narazić się naczelnikowi – jeszcze łatwiej. Przeżyć załamanie nerwowe, zachowywać się agresywnie w wyniku długoletniej izolacji – też. A takie właśnie zachowania mogą oznaczać  uwięzienie na zawsze. Bez wyroku.

Tym razem do ograniczenia wolności nie potrzebowaliśmy krytykowanego rządu. Okazało się, że równie skutecznie za mordę potrafi łapać Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie – z jednym zdaniem odrębnym – uznali, że prawie cała ustawa jest w porządku. Nie jest to pierwszy raz, gdy Trybunał ogranicza naszą wolność – i na pewno nie ostatni. Gdzie w tej sprawie jest KOD? Gdzie jest opozycja? Dlaczego nie protestują pod pałacykiem Trybunału na Szucha? To niestety pytania retoryczne. W dzisiejszej sytuacji politycznej Trybunał jest dla nich święty.

Cała sytuacja pokazuje też, jak ważne jest, by Prezydentem RP był człowiek o choćby minimalnym poziomie niezależności od innych ośrodków władzy. „Gajowy z wąsem”, łaskawie panujący nam w poprzedniej kadencji, był krytykowany za usługiwanie poprzedniej koalicji. Krytyka ta była częściowo  niesłuszna; może i skakał w Japonii po krzesłach szoguna, ale „ustawę o bestiach” zaskarżył w 2013 roku właśnie Bronisław Komorowski. Podobnie jak kilka innych ważnych ustaw.

Ze strony obecnego Prezydenta nie doczekaliśmy dotąd podobnej interwencji w naszej obronie. Być może Andrzej Duda nie wetuje praw i nie kieruje ich do Trybunału, bo trzyma kredens na urodzinach „Super Expressu”. Rozumiem – pośladki Dody są ciekawsze od tekstów niekonstytucyjnej ustawy. Warto jednak pamiętać o powadze pracy, którą się wykonuje. Pracy na naszą rzecz i za nasze pieniądze.