Opowiadanie z cyklu „mój wieczór” : Odkrywam bloga poświęconego kroczu Justina Biebera, uradowany wysyłam krocza do grupowej wiadomości na Facebooku. Grupa nazywa się „Wstrętne leśne dziady” i nie ma w niej ani jednego dziada, a co najmniej jeden z trojga jej członków nie był w lesie od lat 90-tych, kiedy to w Górach Izerskich panowała jeszcze odziedziczona po latach 80-tych plaga zmutowanych korników (być może był to inny gatunek owada, pamiętam jak dziś podwieszone na drzwiach plastikowe pojemniki z dioksyną). Krocza zostają przyjęte z umiarkowanym entuzjazmem. Słuchamy piosenki Violens „Never Let You Go”, która jest moim ulubionym przykładem muzycznego trollingu; zręczna podmiana ścieżki dźwiękowej w ramach tego samego teledysku zrobiła z Biebera awangardzistę synthpopu, rzucającego przekleństwami w towarzystwie jakiejś czekoladowej trzynastki. W innej grupowej wiadomości na Facebooku przyjaciółka zwierza się, że widziała dziś ciężarówkę z napisem BIBER, inna proponuje rozpoczęcie produkcji Bieber Bimber. Bimbam sobie w najlepsze, gdy zaskakująco dobrze wyszkolony technicznie Justin podbija na trawniku piłkę z Neymarem. Dźwięk nowej wiadomości: grupa podejrzewa, że na uroczystej kolacji po konferencji największych krajowych firm medialnych pojawił się impostor podszywający się pod samego siebie.