Zbliża się 4 czerwca i jak co roku dostaję zaproszenia do świętowania tej rocznicy, nazywanej „czasem odzyskania wolności”. Cóż, z organizatorami tych wydarzeń, mimo że są nimi czasem ludzie osobiście mi znani i bliscy, dzielą nas zasadnicze różnice co do definicji słowa „wolność”.

Jeśli wolność to dla was możliwość odebrania paszportu, zagłosowania na jedną z dziesięciu partii wspierających ustrojowe status quo zamiast trzech i napisania w gazecie czy w sieci tego , na co macie ochotę, to nie różnicie się za bardzo od Korwina, dla którego wolność to prawo do prowadzenia własnego geszeftu. Czas na reality check; jeśli nie masz w kapitalizmie pieniędzy, nie jesteś wolny. Jeśli jesteś biedakiem w kraju bez prawdziwego systemu pomocy socjalnej, nie jesteś wolny. Jeśli jesteś samotną matką bez szans na alimenty, bo rządzący bogaci mężczyźni nawet nie myślą o twoich interesach, nie jesteś wolna. Jeśli jesteś ubogą dziewczyną, która zaszła w ciążę i jest zmuszona do rodzenia, a co za tym idzie całkowitego przeformułowania swojego życia, nie jesteś wolna. Jeśli jesteś artystą, a twoje wystawy są zamykane przez organy państwowe, to nie jesteś wolny – podlegasz cenzurze nie lepszej od tej z czasów Mysiej. Jeśli jesteś gejem, lesbijką, transem, i nie masz prawa do zawarcia związku partnerskiego, zmiany płci w ramach ubezpieczenia, czy nawet (a może przede wszystkim) prawa do osobistej nietykalności i elementarnego bezpieczeństwa na ulicy, nie jesteś wolny. Że to ostatnie nie ma związku z przemianami 4 czerwca? A kto przez te wszystkie lata projektował system publicznej edukacji, odpowiedzialny za obywatelskie wychowanie Polaków? Kto budował dominującą narodowo-katolicką narrację, wykluczającą ekonomicznie i światopoglądowo? Czy nie były to aby postsolidarnościowe elity? Nie poszły one, niestety, drogą Jacka Kuronia i Zofii Kuratowskiej, która faktycznie byłaby wolnościowa, bo zakładająca podmiotowość ludzi biednych i słabych, grup mniejszościowych bezlitośnie ignorowanych przez nasz system, jakkolwiek by go nie nazwać. Wybrały balcerowiczowski nihilizm, dla którego głównym punktem odniesienia jest interes heteroseksualnego mężczyzny z grubym portfelem.

Dlatego właśnie nie biorę udziału w żadnych obchodach rocznicy 4 czerwca i brać nie będę, póty nie zapanuje w Polsce prawdziwa wolność. Póki władze nie zrozumieją, że prawa człowieka to także prawa socjalne, a najwyższą wartością jest godność człowieka, dla której czasem trzeba nagiąć własne interesy ekonomiczne i własne przekonania moralne. Są już pierwsze oznaki zmian na lepsze. Moim ulubionym jest przypadek „Gazety Wyborczej”, która w 25 rocznicę 1989 roku przeżywa przeobrażenie z pisma zdecydowanie wspierającego bezduszny kapitalizm w medium prowadzące głęboką refleksję nad smutnymi konsekwencjami zachłyśnięcia się obecnym ustrojem. Że to przeobrażenie szczere, pokazują propracownicze zmiany w „Agorze”, wydawcy „Gazety”, stającej się nowoczesnym koncernem na wzór zachodni, gdzie życie zatrudnionych nie jest mniej ważne od pracy. Coraz częściej pojawiają się postulaty liberalizacji kościółkowych praw dotyczących kwestii aborcji, związków partnerskich czy wolności światopoglądowych, coraz więcej grup społecznych domaga się prawa do godnego życia. Przed nimi jednak długa droga. Póki jej nie zakończą, będę wzywał: mniej świętowania, więcej walki i krytycznej refleksji.