Potwierdzenia definicji korwinizm=kretynizm ciąg dalszy. Dzień po swoim wielkim sukcesie Korwin opowiada, że Jaruzelski był świetnym generałem (czyżby? jego sukcesów bojowych w tej randze, zdobytej w 1956 roku, sobie nie przypominam, chyba że ignorant z muszką ma na myśli wielki sukces oręża polskiego jakim była inwazja na Czechosłowację w 1968 roku, albo błyskotliwe szarże ZOMO w czasie stanu wojennego), ale jako polityk zmarnował „wielką szansę”. Gdyby Jaruzelski „postąpił jak Pinochet” – mówi europoseł specjalnej troski – „Polska byłaby trzy razy bogatsza niż Niemcy, a generała noszono by na rękach”. Nie wiem czy w większym stopniu świadczy to po prostu o głupocie Korwina, czy może już o pierwszych przejawach demencji (jeśli wierzyć statystykom dotyczącym umieralności, JKM nie dożyje końca tej kadencji europarlamentu), ale najwyraźniej nasz ćwierćinteligent nie ma pojęcia o ograniczeniu suwerenności Polski przed 1989 rokiem i niemożności prowadzenia samodzielnej polityki gospodarczej. Co chyba jednak skłania mnie do uznania tezy o początkach demencji, Korwin przecież aktywnie wspierał budowę polskiego „komunizmu” jako wieloletni działacz reżimowej partii SD, w rzeczywistości będącej miękką PZPR. Bo przecież gdyby demencja nie nadżarła tych kilku komórek, rozbijających sie między odstającymi uszami Korwina, to wiedziałby, że wprowadzenie polityki gospodarczej sprzecznej z porządkiem panującym w krajach RWPG prowadziłoby do sowieckiego najazdu, a co za tym idzie – powtórzenia u nas sytuacji czeskiej z 1968 roku, za którą, jak rozumiem, JKM podziwia generalskie zdolności Jaruzelskiego. Drogą Pinocheta mogły sobie iść Chiny, idą nią zresztą do dziś. Nie zauważyłem, żeby były trzy razy bogatsze od Niemiec, póki co są na poziomie Albanii. Cóż jednak znaczą fakty w obliczu demencji?