W Polsce żadnych wyraźnych działań profrekwencyjnych niestety nie widać; jedyne, co rzuca się w oczy, to ogólnoeuropejskie spoty emitowane przed filmami w kinach (nie wszystkich), i zapewne w telewizji (czego nie jestem pewien, bo oglądam tylko kanały sportowe, od polityki najwyraźniej stroniące). Wszyscy się chyba pogodzili z niemożnością zainteresowania Polaków Europą. Traktujemy Unię jak szwedzki stół zawalony pieniędzmi, z którego bierzemy pełnymi garściami, nie dając w zamian nawet głupiego krzyżyka w majową niedzielę. Smutne to.

Za to za naszymi północnymi granicami dzieje się ciekawie. Szwedzka młodzież socjaldemokratyczna zatrudniła wnuka komendanta Auschwitz, przestrzegającego przed możliwym renesansem faszyzmu (musiał pewnie przyjrzeć się naszej scenie politycznej, gdzie ożywione naziolstwo puka do parlamentarnych bram):

Więcej o kampanii można znaleźć na stronie http://neverforgettovote.com/en/

Mnie bardziej podoba się oczywiście southparkowa kampania duńskiego rządu, która zdążyła już zjednoczyć europejskie mieszczaństwo w świętym oburzeniu (jeśli komuś nie chce się oglądać: pokazano cycki):

Z uwagą prześledzę relację między tegoroczną frekwencją w Danii, a tą sprzed 5 lat :)